piątek, 5 grudnia 2014

.:: Tak myślę... ::.

Hmmm zachęcona postem Gabrielle Nails pojechałam do Portu Łódź po lakier Golden Rose Rich Color 35- piękną czerń, której brakowało na mojej liście lakierów. I wiecie co? Do domu wróciłam ze wspomnianym lakierem oraz: Rich Color 110 (piękna zieleń, której poszukiwałam ze trzy miesiące temu zachęcona zdjęciem z jakiegoś pokazu mody), Carnival 06 (ach ten satynowy połysk piegów...) oraz Color Expert 61 (super złoty- nad złotym zastanawiałam się jakieś cztery miesiące temu ale nie mogłam znaleźć nic sensownego- teraz wiem dlaczego- nie było mnie w Łodzi ;P). Do tego już niemal kończąc transakcję dałam się namówić na kupno czerwonej konturówki. Wyglądało to mniej więcej tak, że pani po skasowaniu wszystkich lakierów wspomniała o promocji na konturówki do ust a że byłam po zajęciach na których ćwiczyłyśmy makijaż ust... Stwierdziłam, że mam czerwona szminkę ale konturówki już brak to co mi tam, zakupię. Kosztowała nieco ponad 4 zł także nie zbiedniałam ;)
I teraz zasadnicze pytanie... Czy to (pomijając kupno konturówki) już lakieromaniactwo?


A wiecie co jest najlepsze? Za te wszystkie lakiery + konturówkę zapłaciłam 35,50 zł. Chyba pokochałam Golden Rose :D

2 komentarze:

  1. Lakieromaniactwo to wbrew pozorom bardzo przyjemne schorzenie :) Choć czasem cierpi przez nie nie jeden portfel :) A zieleń jest boska!

    OdpowiedzUsuń